wtorek, 13 maja 2014

Wierzchowice - Kolejka Wąskotorowa - 11.05.2014







Czasami zastanawiamy się co robić w weekend? Brak pomysłu, pieniędzy czy po prostu ochoty a jest tylko pięknych miejsc do zobaczenia.


Nasz synek przechodzi okres fascynacji pociągiami i uwielbia wręcz wycieczki na dworzec pkp, dlatego postanowiliśmy zobaczyć kolejkę wąskotorową z pięknym parowozem. Jest to oryginalny parowóz PX48 - 1907, wyprodukowany w 1955 roku. Kolejka została oddana do użytku turystycznego całkiem niedawno i jest jedną z niewielu czynnych kolei parkowych Polsce.



Tory kolejki położono na terenie pomiędzy założeniem pałacowo – parkowym w Krośnicach i zabytkowym parkiem przy nieistniejącym już pałacu w Wierzchowicach. Wycieczka kolejką obowiązkowa dla małych zuchów ( 9 zł. za os., dzieci do 3 lat nie płącą). Pociąg pokonuje  dwukrotnie okrężną trasę ( ok 3 km), mijając urocze stacyjki z kolorowymi tablicami informacyjnymi. Buchająca para i odgłos jadącego pociągu bardzo przypadł do gustu wszystkim dzieciom.






Dodatkową atrakcją jest cichcia  Tomek z bajki "Tomek i przyjaciele", do której można wejść i wszystko dokładnie obejrzeć i dotknąc. Można również pozwiedzać stare wagony. Dzieci były zachwycone otwieraniem pieca w lokomotywie. Przy parkingu znajduje się druga ekspozycyjna lokomotywa, którą również trzeba obowiązkowo zobaczyć. 

Warto również pospacerować po całym kompleksie. Nas niestety troszkę powstrzymała pogoda i dotarliśmy jedynie do ładnych mostków i łodek, które oczywiście zostały zwiedzone przez dzieci. W kompleksie tym znajduje sie staw i kilka pomników przyrody, któe warto zobaczyć.

poniedziałek, 12 maja 2014

Park Rododendronów- Kromlau 10.05.2014


   
                Długo nas nie było tutaj ... Nasze życie wywrócone do góry nogami w końcu znalazło swój pion.

      Długo czekaliśmy na tą wycieczkę, w końcu wszystko zależało od rododendronów.  Podobno kwitną w maju i czerwcu , dlatego wybraliśmy termin optymalny: połowa maja. Pogoda z początku nieco grymaśna pozwoliła nam spędzić bardzo miło czas.


Do Parku bardzo łatwo trafić. Już na samym początku wjeżdzamy na parking ( 2 E za samochód) bez żadnych problemów i ku naszemu miłemu zaskoczeniu były to jedyne pobrane opłaty. Dostajemy mapkę jak i gdzie możemy dojść do różnych zakątków. Niestety ograniczeni pojazdem czterokołowym nie mogliśmy wszędzie dotrzeć. 




Na pierwszy ogień poszedł cel naszej wycieczki most łukowy nad jeziorem Rakotz z 1880 roku. Został on zbudowany ze słupów bazaltów, i choć można go tylko "oglądać" był celem nie tylko naszej wycieczki. Nieco romantycznego charakteru dodaje mu lustrzane odbicie w wodzie, niestety traci on na swojej okazałości z bliska. Na niewielkim jeziorku wznoszą się również imponujące wieże z tego samego bazaltu, które nie do końca tutaj pasują. Most można zobaczyć niemal z każdej strony jednak najładniej wygląda w najbardziej znanym punkcie widokowym. Wokół jeziorka wznoszą się posągi, a wszystko to w otoczeniu olbrzymich rododendronów. Niestety w tej części parku zaczynaja one dopiero rozkwitać o tej porze roku.




Również wąwóz rododendronów nie wyglądał jeszcze imponująco. W całym parku można jeszcze zobaczyć kilka ciekawych miejsc jak wzgórze dębów, z którego roztacza się widok na wcześniej wymieniony wąwóz. Ze względu na nasze ograniczenia nie dotarliśmy do wielu zapewne ciekawych zakątków parku, odstaraszała nas wąska ścieżka i wystające korzenie.



   Dla naszej małej pociechy największą atrakcją była stacja kolejki wąskotorowej, a właściwie plac zabaw znajdujący się przy niej. Była ciuchcia, domek wysoko położony, trochę wspinaczki, tor przeszkód, ogromna karuzela i duża trampolina. Ale co oczekiwać więcej od 2 latka. Bawił się wówczas naprawdę wyśmienicie. Trzeba tutaj również zaznaczyć, że mały smyk się nie nudził, tylko co innego wzbudzało jego zainteresowanie. Nas piękny most jego rzucanie kamyczków do wody, nas piękne duże rododendrony jego pokonywanie wystających korzeni. Jednym słowem każdy znajdzie coś dla siebie :)

  Oprócz parku można jeszcze zobaczyć maleńki zameczek oraz dworek, niestety  my akurat trafiliśmy na renowacje. Za to bardzo nam przypadł do gustu Dom Kawalera. Można zwrócić jeszcze uwagę na rzeźby Piekła i Nieba z ciemnego i jasnego bazaltu. Nas nie zachwyciły, ale wszystko jest sprawą gustu. Sama miejscowośc jest również pełna uroczych rododendronów.



piątek, 14 października 2011

Tatry 1-3.05.2011

Ciche, mistyczne Tatry, owe wieczne głusze
zimowych, śnieżnych pustyń, owe zapadliska,
niedostępne wśród złomów, gdzie jeden się wciska
mrok i gdzie wicher końcem swych skrzydeł uderza

Kazimierz Przerwa-Tetmajer


Na krótki weekendowy wypad do Zakopanego zaplanowaliśmy Tatry Zachodnie. Przyjechaliśmy dopiero wieczorem 30.04.2011 w sobotę gdyz obowiązki zawodowe nie pozwoliły nam na wydlłuzenie weekendu ... niestety.


1.05.2011 Przełęcz Bobrowiecka - Grześ - Rakoń -Wołowiec - Łopata - Jarząbczy Wierch - Kończysty Wierch -Trzydniowiański Wierch


W niedziele zaczynamy ambitnie z samego rana. Pogoda niestety nie dorównuje naszemu entuzjazmowi. Juz na polanie Chochołowskiej zaczyna padać, co jak się później okazuje nie przestaje do samego końca. Podchodząc z przełęczy Bobrowieckiej na Grzesia deszcz przeradza się w śnieg, ale mimo złej pogody postanawiamy iść dalej ale mgła uniemozliwia nam podziwianie jakichkoliwek widoków. Śniegu na tej wysokości jeszcze nie ma, dopiero przy podejściu na Wołowiec podązamy po białym, twardym, zimowym śniegu. Ludzi jest bardzo mało, spotykamy w tym czasie tylko jedną osobę, która postanowia schodzić z Wołowca. Nie nastawia nas to zbytnio optymistycznie, ale idziemy do przodu. Śnieg zaczyna coraz bardziej padać a i nam idzie się coraz gorzej: świezy śnieg przykrywa wystające głazy i kamienie sprawiając, ze droga staje się jeszcze trudniejsza.

Podchodząc pod Jarząbczy Wierch widzimy kilka osób przed nami - wreszczie coś pozytywnego. Wiatr, padający snieg i mgła sprawia, ze nasza majówka przybiera groźne oblicze. W końcu najwyzszy punkt wycieczki zdobyty: Jarząbczy Wierch ( 2137 m. n.p.m.). Króki odpoczynek (ciepła herbatka na wzmocnie i można iśc dalej). Mimo gęstej mgły idzie się dobrze, ściezka jest widoczna dzięki wydeptanym śladom. Po drodzej do Kończystego Wierchu spotykamy parę, która postanowiła się rozbić w tym miejscu z namiotem ... króka pogawędka i idziemy dalej. Na Kończystym mijamy się z turystami, którzy tak jak my podąrzają na Trzydniowiański Wierch, skąd do doliny Chochołowskiej. Po ich odejściu zostajemy jeszcze chwile , gdy zaczynamy się zbierać czeka na nas niespodzianka. Okazuje się, ze nasi towarzysze poszli w inna stronę niz nakazują znaki. Bardzo gęsta mgła uniemozliwia nam zorientowanie się w sytuacji czy te dwie drogi zbiegają się gdzieś nizej. Po krótkiej dyskusji postanawiamy isc zgodnie ze znakami i tutaj zaczyna się prawdziwa przygoda. Droga jest strasznie śliska, stroma w tej mgle i niebezpieczna. Idziemy bardzo powoli, ale mimo tego ciągle zaliczamy kolejne wywrotki. Mgła potęguje ciemność i nasze zwatpienie czy aby na pewno idziemy dobrą drogą. Schodzimy w milczeniu pełni obaw, co chwile lądując na tyłku. Uffffffffffff w końcu dochodzimy do Trzydniowiańskiego Wierchu. Droga okazała się w tych warunkach niebezpieczna, ale na szczęście cel został osiągnięty. Teraz juz pozostało nam nieprzyjemne, majowe schodzenie w błocie, równie śliskim co niebezpiecznym. W końcu docieramy pod wieczór do samochodu u wylotu doliny Chochołowskiej. Zmęczeni, ale bardzo zadowaloni:))))

2.05.2011 Czerwone Wierchy




Kolejnego dnia postawiliśmy na krótszą wycieczkę. Czerwone Wierchy od strony doliny Kościeliskiej. Pogoda od rana nastrajała nas bardziej optymistycznie niz poprzedniego dnia. Podchodząc pod Ciemniaka nieco się zgrzaliśmy przy ciepłych majowych promieniach słońca. Zapowiada się pięknie. Dochodząc do Chudej Przełączki czeka nas piękna nieszpodzianka naszym oczom ukazuje się Bystra, Błyszcz ..... Niestety nasza radość nie trwa długo, niedługo po tym Czerwone Wierchy pokrywają się mgłą. Ściezka jest wydeptana i w dodatku okazuje się, ze nie tylko my chcemy dzisiaj zdobyc Czerwone Wierchy. Tajemnicze i ciche Tatry z wczoarjszego dnia nabrały dzisiaj nieco innego kolorytu. Tłumy, tłumy i jeszcze raz tłumy ludzi. Co ciekawe i tutaj, na ośniezonych znacznie sciezkach pojawiają się całe rodziny w addidasach i trampkach ; grunt to odpowiedzialność.Droga do Małołącznika mija nam bardzo szybko, niestety widoków brak:( Schodzimy do doliny Miętusiej tak jak poprzedniego dnia w grząskim błocie, a następnie juz bardziej suchą drogą do doliny Kościeliskiej.

3.05.2011

Niestety pogoda wygrała - cały czas pada i nic nie wskazuje na zmianę. Postanawiamy pokręcić się jeszcze po Zakopanem i wracać do domu. Niestety na tej majówce nas pogoda nie rozpieszczła.