niedziela, 14 listopada 2010

ŚNIEŻKA (1602 m n.p.m.) -11.11.2010


Dzień wolnego postanowiliśmy wykorzystać na aktywny wypoczynek :) Tym razem padło na Karkonosze i ich najwyższy szczyt: Śnieżkę. Nie lekceważąc gór i ich zmiennej aury zdecydowaliśmy ubrać się bardzo zimowo, mimo że pogoda w naszych rodzinnych stronach nie przypomina jeszcze warunków zimowych. Z Wrocławia wyjechaliśmy kilka minut po 6,00 rano ( już dawno nie wstawałam tak wcześnie:)). Przed 9,00 już oddychaliśmy świeżym górskim powietrzem. Wyruszyliśmy w trasę tuż koło świątyni Wang, idąc niemalże cały czas szeroką brukowaną drogą (droga dojazdowa na Śnieżkę). Przy najbliższej okazji skręcamy z tej szerokiej ścieżki na bardziej górską drogę i tak 30 minut w śniegu, i przy silnym wietrze docieramy do schroniska Samotnia. Przez cały czas towarzyszy nam pruszący śnieg i bardzo śliskie kamienie. Podziwiamy tutaj prawdziwy wysokogórski krajobraz Kotła Małego Stawu. Nie zatrzymujemy się ale ruszamy dalej w kierunku Strzechy Akademickiej, skąd znowu brukowaną ścieżką dochodzimy do Domu Śląskiego. Pogoda staje się coraz bardziej uciążliwa. Przy otwartej przestrzeni wiatr silnie potęguje już i tak minusową temperaturę. Czapki i rękawiczki są teraz bardzo cenne. W schronisku robimy kilkuminutowy odpoczynek jedząc śniadanko i popijając herbatkę z miodem. Ostatni 30 minutowy kawałek na samym szczyt postanawiamy iść trudniejszym wariantem ( oczywiście " trudniejszy"w tych warunkach). Świeżo nasypany śnieg przykrywa leżący pod nim lód i kamienie, co sprawia, że co chwilę się potykamy. Do tego jeszcze niesprzyjający silny wiatr utrudnia koordynacje ruchów. W końcu docieramy na sam wierzchołek Karkonoszy.Szkoda tylko, że wszystko tonie w gęstych chmurach i niestety nic nie widać. Schodzimy już inną trasą: od schroniska podążamy czerwonym szlakiem przez Kocioł łomniczki. Również tutaj świeżo nasypany śnieg utrudnia schodzenie, przez co co chwile lądujemy na tyłku. Ten dzień dzięki pogodzie na pewno należy do wyjątkowych i umożliwił nam dotknięcie tegorocznej zimy w górach.

.....

Najdłuższa podróż naszego życia.....


.....rozpoczęta!!!

środa, 1 września 2010

Wakacje w Tatrach 8-14 sierpnia 2010


W tym roku postanowiliśmy pojechać na krótki wypoczynek w nasze rodzime góry: TATRY :) Nasze ambitne plany troszkę zostały pokrzyżowane przez pogodę i zdrowie, jednak ten wyjazd zaliczamy do bardzo udanych.

8.08.2010 CZERWONE WIERCHY Do Zakopanego dojechaliśmy pociągiem. Podróż była długa i bardzo męcząca: wyjeżdżając z Leszna o godzinie 18,05 do Zakopanego dotarliśmy dopiero kilka minut po godzinie 8,00 rano. Od razu postanowiliśmy "ruszyć na całego". Naszą wyprawę zaczęliśmy od Tatr Zachodnich...Szybko dotarliśmy do Drogi pod Reglami i stamtąd podążaliśmy dalej w kierunku Doliny Małej Łąki. Do wylotu doliny dotarliśmy około godziny 10,00, niestety pogoda tego dnia nas nie rozpieszczała: pochmurno i mglisto. Drogę jaką obraliśmy sobie na pierwszy dzień po nieprzespanej nocy i z ciężkimi plecakami troszkę przerosła nasze możliwości : Czerwone Wierchy przez Kopę Kondracką. Na Kopę Kondracką (2005 m.n.p.pm.) dotarliśmy około godziny 14,00, krótki odpoczynek i ruszyliśmy dalej w kierunku Małołączniaka (2096 m.n.p.pm.). Po drodze spotykamy stado kozic na szlaku, które to nie przejmują się obserwującymi i fotografującymi je turystami. Tutaj niestety musieliśmy podjąć trudną decyzję iść dalej w kierunku Ciemniaka do doliny Kościeliskiej czy zawrócić i schodzić przez przełęcz pod Kopą Kondracką do Kuźnic. Wybraliśmy ta drugą, smutniejszą opcję. Powodów było kilka. Przede wszystkim umówieni byliśmy z moją siostrą i jej rodzinką w Zakopanem, po drugie moje kolano bardzo już mi doskwierało od tego wysiłku. Również pogoda i nasze zmęczenie miały wpływ na podjęcie tej decyzji. Szybki odwrót i koło 18,00 byliśmy już w Zakopanem. Troszkę rozczarowani , że nie udało nam się zrealizować założonego planu ale pełni nadziei na kolejne dni.
9.08.2010 KOŚCIELEC

Kolejny dzień zapowiada się przepięknie. Pogoda wydaje nam się dopisywać, słoneczko świeci od samego rana a my ruszamy w kierunku Hali Gąsienicowej doliną Jaworową. Dochodząc do schroniska widzimy przepiękna panoramę Tatr, jak na dłoni widać całą ORLĄ PERĆ a także dzisiejszy punkt wycieczki: Kościelec. Zatrzymujemy się przed Murowańcem kilka fotek, śniadanie i ruszamy dalej. Niestety dotarłwszy do Czarnego Stawu Gąsienicowego pogoda nieco się zepsuła: Tatry przykrywają powoli chmury, niestety również i nasz Kościelec (2155 m.n.p.p.m.). Niepocieszeni ruszamy dalej....
Kościelec.... 13,15...niestety nic nie widać :(
Postanawiamy czekać do 14,00 z nadzieją na wypogodzenie a raczej na przewianie chmur. Niestety szybko okazuję się , że tym razem nie będzie nam dane obserwować pięknego widoku ze szczytu: dostajemy wiadomość od siostry, że w
Murowańcu już pada i nic nie widać.Postanawiają nie czekać na nas i schodzić już do Kuźnic. My również zawiedzeni postanawiamy schodzić. Już na samym dojściu do Karbu (1853 m.n.p.pm.) zaczyna nieśmiało kropić deszcz. Schodzimy łagodniejszą ścieżką (dalej bardzo mocno odczuwam ból w kolanie) w kierunku Zielonego Stawu i tam dopada nas solidny deszcz. Już bez żadnego przystanku idziemy do Kuźnic przez Kopę. Przechodząc już koło Murowańca jesteśmy całkowicie zmoczeni i zziębnięci : kurtki z GoreTexu się sprawdziły, natomiast buty są już przemoczone od środka ( woda z naszych spodnie bezczelnie ścieka do nich). Schodzimy w milczeniu i pośpiechu. Góry toczą się swoimi prawami...

10.08.2010 SARNIA SKAŁKA

Początkowo zakładaliśmy na dzień dzisiejszy zdobycie Rysów, jednak wczorajszy deszcz troszkę nam pokrzyżował plany. Postanowiliśmy się wyspać i dzisiejszy dzień poświęcić na relax z dziećmi. Nie spiesząc się do doliny Białego dochodzimy koło godziny 12,00. Powoli dochodzimy do ścieżki pod reglami skąd na Sarnią Skałkę (1377 m.n.p.m.). Pierwszy szczyt dzieciaków na tym wyjeździe, granica wysokości pokonana: ich najwyższy szczyt. Jesteśmy bardzo dumni z tych małych szkrabów. Odpoczywamy i podziwiamy Giewont, który jest jak na wyciągnięcie ręki. Pogoda jak na złość dzisiaj dopisuje. Szybko schodzimy do doliny Strążyskiej. Kamienie są bardzo śliskie i mokre od wczorajszego deszczu, tak że zaczynamy tęsknić za naszymi górskimi butami. Adidasy ewidentnie nie są wygodne nawet na krótkie i " niskie" wycieczki!!! Wieczorem kolacja i piwko w zakopiańskiej knajpce z cała brygadą.


11.08.2010 RYSY


Wstajemy wcześnie rano ( przynajmniej tak nam się wydaje). Nawet szybko udaje nam się złapać bus do Morskiego Oka, jednak po drodze czeka nas niemiła niespodzianka. Nagle zaczyna pojawiać się dym z tylnych krzeseł, czuć swąd spalonego sprzęgła, ktoś krzyczy do kierowcy "Pali się!", stajemy i zaczyna się panika bo każdy chce wysiąść pierwszy z "super busa". Dalej już nie jedziemy...Nie wróży to dobrze dzisiejszej wycieczce. Na szczęście pusty bus wraca z M.O., zawraca i zabiera nas do upragnionego celu. Postanawiamy oszczędzić trochę siły na podchodzeniu asfaltem i wybieramy wersję bardziej leniwą z bryczką (40 zł od osoby). Po półtorej godzinie jesteśmy nad Morskim Okiem,
skąd szybko mijamy tysiące turystów i ruszamy nad mniej oblegany Czarny Staw (11,00). Kilka fotek, jedzenie i ruszamy dalej. Idzie się dość przyjemnie, pogoda nam dopisuje tylko troszkę za dużo ludzi się kręci. Nie pozwala to nam na prawdziwe poznanie piękna Tatr. Od Buli pod Rysami robi się jeszcze gorzej: przerażeni turyści kurczowo trzymający się łańcuchów i nie rozumiejących nas- prawdziwych turystów omijających te kilkuminutowe korki bocznymi skałami. Na ich twarzach widaćość, zazdrość i niezrozumienie, a na nogach o zgrozo ADIDASY. Mija nas dziewczyna schodząca w dół bez jednego buta i z jednym adidasem - "Czy Ci ludzie wogle myślą?" - pojawia się pytanie w naszych głowach. Nic dziwnego, że zdarza się tyle wypadków skoro większość turystów jest " taka odpowiedzialna". Po utrapieniach i złośliwych spojrzeniach docieramy o godzinie 13,50 na upragniony szczyt: RYSY (2499 M.N.P.PM.). Niestety i tutaj dosięgły nas chmury: widok na stronę polską jest przykryty chmurami , natomiast na słowackie Tatry rozpościera się piękny widok. W końcu i nasze góry się odsłaniają. Pijemy herbatkę z nowego termosu (prezent od Taty:), jemy kanapki i delektujemy się przepięknym widokiem (wśród setek zdobywców). Zejście zapowiada się niestety mało atrakcyjnie: już na samym szczycie czeka na nas 15 minutowy korek do zejścia. Cierpliwe czekamy i idziemy potulnie wśród adidasowej stonki. Co jakiś czas przepuszczamy jeszcze idących do góry, bo nikt z naszych poprzedników jakoś na to nie wpadł. Te gigantyczne korki naprawdę psują piękno gór. Schodzimy do Czarnego Stawu, gdzie czeka na nas Asia. Kilka fotek i ruszamy na dół - chcąc dogonić resztę naszej wycieczki. Ponieważ jest to najwyższy wspólnie zdobyty szczyt postanawiamy uczcić to browarkiem zakupionym w schronisku. Schodzimy i wspominamy z siostrą cudowne dzieciństwo i chwile spędzone właśnie w naszych Tatrach, niesamowite szczyty i wycieczki zdobywany z naszym kochanym tatą. Też byśmy tak chcieli wspólnie z Piotrkiem pokazywać piękno gór naszym szkrabom....


12.08.2010 ODPOCZYNEK :)
Dzisiaj podziwiamy jedynie widoki z Gubałówki.

13.08.2010 ŚWINICA


Ostatni dzień zapowiada się niezbyt dobrze. Wszystkie prognozy p
ogody wskazują tylko na jedno: deszcz. Mimo wszystko nie poddajemy się, wstajemy o 5,00 i ruszamy na podbój Świnicy w zwiększonym składzie: do naszej dwójki dołącza Asia. Do Kuźnic docieramy przed 7,00 rano i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu już ustawiają się kolejki na kolejkę na Kasprowy Wierch - "prawdziwi turyści"!!! Pogoda wyjątkowo nam dopisuje: wręcz jest gorąco, co nas bardzo cieszy zważywszy na zapowiadaną pogodę. Na Świnicę (2301 m.n.p.pm.) docieramy bez większych przeszkód o godzinie 11,45. Widoki są przepiękne:) Dolina Pięciu Stawów, w oddali Krywań, Kościelec, Kozi.... normalnie cudowanie. Aż nie chce się stąd schodzić. Długo delektujemy się przecudownymi widokami niestety czas nieubłaganie płynie i trzeba schodzić. Postanawiamy iść przez Liliowe turnie aż do Kasprowego Wierchu skąd zejść przez Myślenicką Turnie. Dzisiejszy dzień zaliczamy do niezwykle udanych: pogoda przepiękna, widoki niesamowite tylko nasza opalenizna za bardzo czerwona...
14.08.2010 POWRÓT Tym razem ku naszej wielkiej radości wracamy do Wrocławia samochodem.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

25 marzec : Kościół Św. Piotra w okowach, Santa Maria Maggiore, Plazza de la Republica, powrót

Ostatni poranek w Rzymie. Pakujemy się... trochę nam smutno, że nasza wycieczka dobiega końca a z drugiej strony stęskniliśmy się już za naszym domkiem. Tym razem nasze zwiedzanie odbywa się z walizkami, co czyni zwiedzanie trochę męczącym.
Zaczynamy od Bazyliki św. Piotra w Okowach. Jest to stosunkowo nieduży kościół ze słynnym posągiem Mojżesza dłuta Michała Anioła. Tutaj znajdują się łańcuchy, którymi prawdopodobnie był skuty św. Piotr w lochach Więzienia Mamertyńskiego i to właśnie ze względu na te łańcuchy został wybudowany kościół. Jednak turystów przyciąga przede wszystkim wspomniany już grobowiec papieża Juliusza II z groźnym, brodatym Mojżeszem. Początkowo artysta planował wzniesienie ogromnego pomnika z 40 posągami, jednak w efekcie jest to prosta fasada z 6-oma niszami na rzeźby.

Zachwyceni przepięknym i ogromnym posągiem udajemy się dalej do Bazyliki Matki Bożej Większej. Spośród wszystkich kościołów w Rzymie szczyci się najlepszym połączeniem różnych stylów, elementy średniowiecza, renesansu i baroku są tutaj idelanie wkomponowane. Warto zwrócić uwagę na wspaniałe mozaiki: " Opowieści ze Starego Testamentu; (V wiek) w nawie, sceny z "Wczesnego życia Chrystusa" na łuku triumfalnym oraz mozaika na absydzie przedstawiająca "Koronację Dziewicy" autorstwa Jacopo Torritiego (1295). Z bazyliką związana jest pewna legenda o śniegu. W 352 r ówczesny papież Liberiusz miał sen, w którym Matka Boska poleciła mu zbudować kościół w miejscu, gdzie spadnie śnieg. Papież postanowił spełnić prośbę, kiedy to 5 sierpnia w w środku upalnego lata na Eskwilinie pojawiły się płatki śniegu. Wydarzenie to jest celebrowane podczas dorocznych mszy świętych poprzez sypanie białych płatków kwiatów ze sklepienia kościoła. My szczególną uwagę zwróciliśmy na przepiękny baldachim dzieła Ferdinanda Fugi oraz przepiękną mozaikę z "Koronacją Marii Dziewicy".


Ostatnim naszym miejscem zwiedzania jest piazza de la Repubblica. To miejsce wyobrażaliśmy sobie nieco inaczej, zamknięty dla samochodów ogromny plac a tutaj spotyka nas rozczarowanie, centralne miejsce fontanna jest jednocześnie centrum ronda:) Fontanna delle Naidi przedstawia nagie brązowe nimfy dłuta Maria Ruttelego, to właśnie ich nagość wywołała skandal 1901 r kiedy to odsłonięto fontannę.
Udajemy się jeszcze do pobliskiego kościoła Santa Maria degli Angeli potem jeszcze do knajpki w okolicach Termini aby po raz ostatni skosztować włoską pizzę, a następnie na dworzec autobusowy szukać transportu do Ciampino. Okazało się jednak, że bilet powrotny jest o całe 2 euro droższy niż się spodziewaliśmy, więc po krótkiej dyskusji w celu zredukowania kosztów postanawiamy poszukać alternatywnego sposobu dotarcia na lotnisko(jak się później okazało ta decyzja nie należała do trafnych:)). Pada na metro z przesiadką na autobus, a wszystko to za 1 euro. Kupujemy więc bilet wsiadamy do metra, wysiadamy na końcowej stacji Anagina, przesiadamy się do autobusu i... w tym momencie zaczynamy się trochę niepokoić ponieważ na rozkładzie jazdy nie zauważamy uwzględnionego lotniska Ciampino, no ale cóż wsiadamy . Po chwili okazuje się, że kierunek jazdy był dobry ponieważ po pierwsze widzimy lądujące samoloty a podrugie naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem Ciampino, wysiadamy więc na pierwszym lepszym przystanku sądząc, że do lotniska nie może być daleko(myliliśmy się i to grubo). Obieramy kierunek marszu na podstawie drogowskazów i zaczynamy spacer w palącym słońcu (w dzień wyjazdu grzało niemiłosiernie) w stronę lotniska. Po drodze mijamy policjanta, pytamy tylko dla pewności czy idziemy w dobrym kierunku, stróż prawa nie mówił jednak po angielsku ale z gestów jakie wykonywał wywnioskowaliśmy, że z bezpośrednim dojściem na lotnisko możemy mieć problem. Wzbudziło to nasz lekki niepokój ale w tym momencie nie pozostało nam nic innego jak maszerować dalej, po kilkudziesieciu minutach ukazuje nam się ku naszej radości lotnisko, gdzieś w oddali widzimy terminal i w tym samym momencie kończy nam się chodnik...policjant miał rację. Uznajemy, że nie będziemy szli drogą szybkiego ruchu tylko zawrócimy przejedziemy ponownie miasteczkiem i dojdziemy na lotnisko od drugiej strony. Idziemy więc przez miasteczko coraz bardziej zdenerwowani upływającym czasem i odległością jaka nam jescze pozostawała do lotniska. Idziemy i... w pewnym momencie znowu kończy nam się chodnik a Terminal okazuje się być jeszcze dalej, nie ma jednak czasu na powrót miasteczkiem. Kontynuujemy nasz marsz uliczką z drugiej strony lotniska, która doprowadziła nas do tego czego obawialiśmy się wcześniej czyli dwupasmowej drogi szybkiego ruchu ale jak już wspomniałem wcześniej nie mieliśmy już czasu na powrót, który i tak byłby bezsensowny więc weszliśmy na tą dwupasmówkę i przy akompaniamencie klaksonów przejeżdżających kierowców brnęliśmy konsekwentnie w stronę lotniska, po kilkunastu minutach dotarliśmy nareszcie do wjazdu na lotnisko. Co prawda włoscy policjanci i ochroniarze lotniska dziwnie się nam przyglądali ale nie przejmowaliśmy się tym bardzo, najważniejsze było dla nas, że na czas dotarliśmy na samolot. Szybka wizyta w sklepie, odprawa i z niecierpliwością oczekujemy samolotu powrotnego do Polski.

24 marzec: Kościół Św. Jana w Latarenie, Bazylika Św. Pawła za murami, Piramida Cestiusza, Villa Borghese

Dzisiejszy poranek niczym nie różni się od poprzednich czyli: wstajemy, jemy szybkie śniadanie a następnie kierujemy się w stronę metra. Tym razem podjechaliśmy pod Bazylikę Świętego Jana na Laterenie, jednej z czterech większych bazylik w Rzymie. Wejście do bazyliki zdobione jest posągami Chrystusa i jego apostołów.We wnętrzu znajduje się przepiękny Ołtarz papieski, którego baldachim ozdobiony jest gotyckimi freskami pochodzącymi z XIV w. , tylko papież ma prawo odprawiać tutaj msze św. To właśnie tutaj znajduje się fresk Bonifacego VIII ukazujący papieża ogłaszającego Rok Święty w 1300 r. Obok bazyliki znajduje się przepiękne małe baptysterium, które dzisiejszy kształt otrzymało w roku 432 i stało się jednocześnie wzorem baptysteriów w całym świecie chrześcijańskim.


Obok znajdują się słynne Święte Schody, po których można tylko i wyłącznie wchodzić na kolanach jako znak pokuty. Po tych 28 schodach wszedł podobno Chrystus na sąd do domu Poncjusza Piłata, przywiozła je z Jerozolimy św. Helena. Pokryte są drewnianą okładziną, ponieważ żadna stopa nie jest godna aby po nich stąpać.Schody te jak również kaplica Sancta Sanctorum należały do dawnego pałacu Laterańskiego.



Dalej udajemy się w kierunku bazyliki św. Pawła za murami, która robi na nas podobnie jak większość innych zabytków w Rzymie ogromne wrażenie: jest duża, piękna i bogata zdobiona. Nic dziwnego, że należy do czterech papieskich bazylik. Podobnie jak w bazylice św. Jana na Latarenie tylko papież może odprawiać msze na głównym ołtarzu, poniżej którego niego znajduje się grobowiec św.Pawła. Warto wrócić uwagę na imponujący świecznik pashalny, medaliony z wizerunkami kolejnych papieży, od św.Piotra do Benedykta XVI, wspaniałe weneckie mozaiki apsydy. Jest to wierna rekonstrukcja bazyliki z IV w. , strawionej przez pożar w 1823r. Sama bazylika robi niesamowite wrażenie, ale nie tylko ona, ponieważ XIX-wieczna mozaika na fasadzie kościoła wygląda równie imponująco. To miejsce oczarowało nas równie mocno co bazylika św. Piotra.

Kolejny nasz przystanek to niewielka piramida Gajusza Cestiusza odzwierciedlająca wpływy egpiskie po podbiciu Egiptu w 30 r.p.n.e. Jest ona jednocześnie grobowcem Gajusza Cestiusza , której to wejście zostało zamurowane od razu po pogrzebie. Tutaj nasza grupa się rozdziela, razem z Piotrkiem udajemy się ponownie do Bazyliki św. Piotra i na grób Jana Pawła II, a następnie do Villi Borghese.
Bazylikę tym razem zwiedzamy bardzo dokładnie, podziwiamy Piete, XIII-wieczny posąg św. Piotra, nagrobek Leona XI, nagrobek Aleksandra VII, tron św. Piotra czy też niezwykły barokowy baldachim. Udajemy sie jeszcze raz oddać hołd naszemu papieżowi nad jego grobem.

Docieramy ponownie do schodów hiszpańskich, lecz tym razem szybko je mijamy ponieważ dzisiaj naszym celem jest Villa Borghese. Jest to olbrzymi park z 400 sosnami, ogrodowymi rzeźbami ojca Berniniego: Pietra. Powstał na początku XVII wieku, założony przez Kardynała Scipione Borghese na terenach winnic otaczających Pałac Borghese. Spacerujemy i podziwiamy neoklasycystyczną świątynie Diany, Cassina di Rafaello, Palazzetto dell'Orologio, liczne fontanny. Dochodzimy do Villi Borghese, jednak ze względu na późną już godzinę wszystkie muzea i miejsca do zwiedzania są już zamknięte. Zostajemy jeszcze chwilkę i rozkoszujemy się pięknym dziedzińcem z fontanną przed samą villą.



Udajemy się jeszcze raz dzisiaj na plac św.Piotra i w okolice Zamku Św. Anioła w celu zrobienia nocnych zdjęć tych malowniczych i pięknie oświetlonych miejsc. Niestety dzisiejszy brak statywu strasznie utrudnia nam fotografowanie obiektów nocą...


23 marzec : Muzeum Watykańskie, Piazza Navona, Panteon


Dzisiejsze zwiedzanie zaczynamy od Muzeów Watykańskich. To co zastaliśmy pod muzeum troszkę nas przeraziło: ogrom ludzi stojących w kolejce. Pierwsze nasze myśli " Dzisiaj nie wejdziemy, będziemy musieli przyjść jutro z samego rana". Jednak idziemy w milczeniu, nikt z nas nie chce zrezygnować, końca kolejki nie widać, a wśród nas padają pierwsze słowa rezygnacji. Nikt jednak nie podejmuje ostatecznej decyzji. Idziemy w przeciwną stronę niż poruszająca się kolejka aż w pewnym momencie zabrakło nam chodnika. Dołączamy do kolejki gdzieś w jej środku (przecież nie będziemy przeciskać się w przeciwną stronę, żeby stanąć prawidłowo na jej końcu), stąd nawet nie widzimy jej końca a nikt ze stojących nie protestuje. Jak się okazuje kolejka podąża nadzwyczaj szybko. Po godzinie jesteśmy w środku... a tam panuje wielki chaos... z kupieniem biletów nie ma żadnego problemu (15 Euro). Jeszcze jedna kolejka do wejścia do muzeów ... odbicie biletu ... jesteśmy nareszcie w środku :)
Żadne słowa nie potrafią opisać olbrzymich zbiorów w Watykanie. Jest ich tak dużo, że nawet dwa tygodnie nie starczyłyby na ich " prawdziwe " zwiedzanie, jak mawia mój Tato, a my ... cóż mamy na to pół dnia :) Postanawiamy się skupić na Kaplicy Sykstyńskiej, Satnze Rafaela i muzeum Egipskim. Podążamy za informacjami kierującymi nas do Kaplicy Sykstyńskiej po drodze podziwiając przepiękne obrazy, zdobienia ścian, sufitów.
Zaskoczenie przechodzimy przez salę Sobieskiego i naszym oczom ukazuję się piękny obraz Jana Matejki przedstawiający Zwycięstw Jana III Sobiesiego w bitwie pod Wiedniem. Na obrazie król podaje list z wiadomością o pokonaniu Turków księdzu, który przekazuje go wraz ze zdobytym sztandarem papieżowi. Obraz ten został podarowany przez Jana Matejkę papieżowi z okazji obchodów 200. rocznicy stoczenia zwycięskiej bitwy.Docieramy do Stanze Rafaela, czyli czterech pokoi zdobionych przez Rafaela, niestety ukończonych już przez jego uczniów. Freski na ścianach i sufitach powstawały w XVI w. uznawane za szczyt włoskiego renesansu. Uważa się, że program ideologiczny pochodzi od Juliusza II, jednak z drugiej strony zaprzeczeniem wydaje się przyznanie takiej samej rangi Filozofii, Teologi i Sztuce. Na freskach widać swobodę myśli jak i brak uprzedzeń, a także niewątpliwy talent "boskiego" Rafaela.


Kaplica Sykstyńska nie rozczarowuje, z każdej strony otaczają nas freski najwybitniejszych malarzy XIV, XV, XVI. Nie mogło oczywiście zabraknąć dzieł wybitnego Michała Anioła, to właśnie tutaj na sklepieniu kaplicy widnieje najsławniejszy jego fresk : STWORZENIE ADAMA. Kolejne dzieło tego genialnego artysty umieszczone jest na ścianie : " Sąd ostateczny" , powstał w latach 1535-1541. Nic dziwnego, że to właśnie tutaj, w tej stosunkowo niewielkiej kaplicy wybiera się nowego Papieża podczas konklawe.

Dalej kierujemy się w stronę muzeum egipskiego, następnie sztuka grecka i rzymska, która również robi na nas duże wrażenie. Odpoczynek robimy na małym dziedzińcu, dziedzińcu Szyszki, w środku muzeum watykańskiego :) Posileni udajemy się dalej w kierunku muzeum sztuki od XV-XIX w. Tutaj znajduje się obraz Leonarda da Vinci "Święty Hieronim", ostatni obraz Rafaela przedstawiający Wniebowstąpienie Jezusa. Ostatnim punktem jest Poczta Watykańska, kupujemy i wysyłamy kartki. Następnie schodzimy spiralnymi schodami zaprojektowanymi przez Berniniego do wyjścia z muzeum.
Wrażenie pozostają nieziemskie....

Wracamy na plac Świętego Piotra i ponownie rozkoszujemy się jego widokami. Kilka fotek tego niezwykłego miejsca i gotowi jesteśmy do dalszego poznawania Rzymu....

Podążamy w kierunku Campo di Fiori, który od średniowiecza był miejscem targowym oraz miejscem rozwoju kultury ulicznej. To tutaj została wykonana egzekucja na Giordano Bruno za głoszenie heretyckich poglądów, upamiętniona przez Czesława Miłosza w wierszu " Campo di Fiori". Zastaliśmy tutaj straszny bałagan, wręcz jeden wielki śmietnik. Być może godzina wizyty była zbyt późna pora, słynny targ już się powoli zamyka, jednak nie jest to miejsce do którego chcielibyśmy wrócić.

Piazza Navona, plac powstały na ruinach starożytnego stadionu Domicjana, gdzie odbywały się zawodu rydwanów. To właśnie dzięki "cyrkowi Domicjana" zachował dzisiaj owalny kształt. Dzisiaj jest to miejsce młodego artystycznego światka. Ozdobą placu są trzy fontanny : fontanna CZTERECH RZEK w samym centrum wkomponowana w obelisk egipski przez Berniniego; fontanna DEL MORO, postać Maura otoczona przez delfiny i inne morskie zwierzęta; fontanna Neptuna , postać Neptuna w otoczeniu morskich nimf.
Kolejnym punktem naszej wycieczki jest niesamowita świątynia PANTEON.

Jest to okrągła świątynia ufundowana przez HADRIANA W ROKU 125 r. n.e. Wzniesiony ku czci Bogom został przekształcona w VII w. w kościół katolicki pw. Santa Maria ad Martyres – Najświętszej Marii Panny od Męczenników. Szeroka na 43,3 metra kopuła, przy swojej podstawie ma grubość 7 metrów, zaś tylko pół metra na obręczy oculusa. Do wnętrza tego ogromnego pomieszczenia prowadzą ciężkie 20-tonowe drzwi z brązu. Konstrukcje tej ogromny kopuły studiował Michał Anioł przed podjęciem budowy Bazyliki Św. Piotra. To właśnie tutaj znajduje się grób wybitnego Rafaela Santi. Świątynia jest ogromna i równie piękna, jednak podczas naszej wizyty trwała akurat próba jakiegoś koncertu w związku z tym mieliśmy ograniczony dostęp do całego kościoła.


Następnie udajemy się na pobliski piazza della Minerva z egipskim obeliskiem ze słonikiem;), wchodzimy do pobliskiej Bazyliki di Santa Maria Sopra Minerva. Jest to gotycki kościół zbudowany na miejscu wcześniejszej Świątyni Minerwy, w której znajduje się wiele grobowców papieży. Mamy tutaj także swój polski akcent: w krypcie spoczywa polski generał powstania listopadowego Józef Szymanowski.

Podążamy już w stronę słynnej fontanny Di Trevi, chcemy dzisiaj zrobić kilka fotek nocą. Jest jeszcze stosunkowo jasno dlatego też zasiadamy w pobliskiej knajpce, popijając piwko czekamy na dobre warunki do robienia nocnych zdjęć.




22 marzec : Koloseum, Palatyn, Forum Romanum, Kapitol, Wyspa Tybrowa


Dzień zaczynamy od wizyty na Schodach Hiszpańskich. Tym razem godzina ok.10... mniej ludzi...lepsze odczucia : naprawdę jest tutaj pięknie. Na ich szczycie znajduje się kościół Św. Trójcy. Co ciekawe zarówno schody jak i kościół został w całości ufundowany przez rząd francuski,natomiast sama nazwa związana jest z lokalizacją ambasady hiszpańskiej. U podnóża znajduje się przepiękna fontanna w kształcie malej łódki : fontanna Barcaccia , wykonana w 1623 r przez Bernieniego. Została ona zbudowana na pamiątkę powodzi z XVI w., kiedy to rzeki Tybru wyrzuciły w tym miejscu małą łódkę.



Następnie udajemy się metrem do Koloseum. Wychodzimy z " podziemi" i naszym oczom ukazuje się wspaniały widok : ogromne KOLOSEUM. Aż trudno uwierzyć, że ten wielki amfiteatr powstał na początku naszego wieku w latach 70-72-80 r. za panowania dynastii Flawiuszów. Co ciekawe został tak zaprojektowany, aby w krótkim czasie pomieścić 50 000 ludzi.... i jak do tego mają się stadiony budowane ówcześnie ? :) Koloseum było areną walki gladiatorów, polowań na dzikie zwierzęta, igrzysk. Pod sceną znajdowała się ogromna sieć korytarzy i klatek, w których trzymano dzikie bestie. Od V w. Koloseum było ciągle niszczone, początkowo przez trzęsienie ziemi, następnie przez samych rzymian, którzy traktowali amfiteatr jako kopalnię materiału do budowy. Niszczenia budowli zaprzestano dopiero w 1744 roku, kiedy to ogłoszono Koloseum miejscem uświęconym krwią męczenników chrześcijańskich.


Bilet wstępu do Koloseum jest powiązany z biletem do Palatynu oraz Forum Romanum i kosztuje 12 Euro. W związku z tym następnie udajemy się do Palatynu, które według tradycji jest miejscem najstarszej osady rzymskiej Roma quadrata. To właśnie tutaj w grocie wilczyca miała karmić Romulusa i Remusa. Od czasów Oktawiana Augusta budowano tutaj pałace cesarskie, po których dzisiaj pozostało niewiele. Tutaj swym urokiem zachwycają nas typowe włoskie drzewa sosnowe: Pinie, przepięknie wkomponowane w ruiny Palatynu. Oczarowuje nas typowy krajobraz włoski....




Połączone z Palatynem Forum Romanum ukazuje nam zupełnie odmienny klimat. Był placem w średniowiecznym Rzymie otoczonym sześcioma z siedmiu wzgórz rzymskich Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. Okres Świetności przypada na czasy cesarstwa, to właśnie wtedy powstała Świątynia Juliusza, Wenus i Romy, Wespazjana, Antoniusza, Faustyny, łuk Cesarza Augusta. Na nas największe wrażenie zrobiła Bazylika Maksencjusza i Konstantyna, a właściwie jej pozostałości. Pozostałość po "rynku rzymskim" są niesamowite...



Kolejnym punktem naszej wycieczki jest Kapitol, który był sceną najważniejszych wydarzeń antycznego Rzymu. Jest to najmniejsze rzymskie wzgórze, na którego dwóch wierzchołkach wznosiła się Arx Capitolina ( obecnie kościół Santa Maria in Aracoeli). Z upływem lat zespół budowli kapitolińskich poddawano licznym przeróbkom i przebudowom, by ostatecznie przyjąć postać, jaką nadał mu Michał Anioł. To właśnie w tym miejscu znajduje się słynna brązowa rzeźba z 470 w. p.n.e przedstawiająca wilczycę karmiącą bliźniaki. Następnie udajemy się na święte schody a następnie do Santa Maria in Arecoli.



Podążamy w kierunku wyspy Tybrowej mijając Pomnik Wiktora Emanuela zwany też Ołtarzem Ojczyzny, dobrze zachowany Teatr Marcelego, Synagogę. Z tej strony widok nie jest oszałamiający, jednak przechodząc na drugi brzeg roztacza się przepiękny widok...


Następnie docieramy do kościoła Santa Maria in Cosmedin, gdzie umieszczony jest słynny marmurowy medalion Bocca della Verità. Niestety spóźniliśmy się i wejście do kościoła zostało właśnie zamknięte. Według średniowiecznej legendy rzeźba pełniła funkcję wykrywacza kłamstw – podejrzany wkładał dłoń w usta, które miały zamykać się, odgryzając kończynę, gdy osoba mówiła nieprawdę. Pamiątkowe zdjęcia i udajemy się już w kierunku hotelu.