środa, 1 września 2010

Wakacje w Tatrach 8-14 sierpnia 2010


W tym roku postanowiliśmy pojechać na krótki wypoczynek w nasze rodzime góry: TATRY :) Nasze ambitne plany troszkę zostały pokrzyżowane przez pogodę i zdrowie, jednak ten wyjazd zaliczamy do bardzo udanych.

8.08.2010 CZERWONE WIERCHY Do Zakopanego dojechaliśmy pociągiem. Podróż była długa i bardzo męcząca: wyjeżdżając z Leszna o godzinie 18,05 do Zakopanego dotarliśmy dopiero kilka minut po godzinie 8,00 rano. Od razu postanowiliśmy "ruszyć na całego". Naszą wyprawę zaczęliśmy od Tatr Zachodnich...Szybko dotarliśmy do Drogi pod Reglami i stamtąd podążaliśmy dalej w kierunku Doliny Małej Łąki. Do wylotu doliny dotarliśmy około godziny 10,00, niestety pogoda tego dnia nas nie rozpieszczała: pochmurno i mglisto. Drogę jaką obraliśmy sobie na pierwszy dzień po nieprzespanej nocy i z ciężkimi plecakami troszkę przerosła nasze możliwości : Czerwone Wierchy przez Kopę Kondracką. Na Kopę Kondracką (2005 m.n.p.pm.) dotarliśmy około godziny 14,00, krótki odpoczynek i ruszyliśmy dalej w kierunku Małołączniaka (2096 m.n.p.pm.). Po drodze spotykamy stado kozic na szlaku, które to nie przejmują się obserwującymi i fotografującymi je turystami. Tutaj niestety musieliśmy podjąć trudną decyzję iść dalej w kierunku Ciemniaka do doliny Kościeliskiej czy zawrócić i schodzić przez przełęcz pod Kopą Kondracką do Kuźnic. Wybraliśmy ta drugą, smutniejszą opcję. Powodów było kilka. Przede wszystkim umówieni byliśmy z moją siostrą i jej rodzinką w Zakopanem, po drugie moje kolano bardzo już mi doskwierało od tego wysiłku. Również pogoda i nasze zmęczenie miały wpływ na podjęcie tej decyzji. Szybki odwrót i koło 18,00 byliśmy już w Zakopanem. Troszkę rozczarowani , że nie udało nam się zrealizować założonego planu ale pełni nadziei na kolejne dni.
9.08.2010 KOŚCIELEC

Kolejny dzień zapowiada się przepięknie. Pogoda wydaje nam się dopisywać, słoneczko świeci od samego rana a my ruszamy w kierunku Hali Gąsienicowej doliną Jaworową. Dochodząc do schroniska widzimy przepiękna panoramę Tatr, jak na dłoni widać całą ORLĄ PERĆ a także dzisiejszy punkt wycieczki: Kościelec. Zatrzymujemy się przed Murowańcem kilka fotek, śniadanie i ruszamy dalej. Niestety dotarłwszy do Czarnego Stawu Gąsienicowego pogoda nieco się zepsuła: Tatry przykrywają powoli chmury, niestety również i nasz Kościelec (2155 m.n.p.p.m.). Niepocieszeni ruszamy dalej....
Kościelec.... 13,15...niestety nic nie widać :(
Postanawiamy czekać do 14,00 z nadzieją na wypogodzenie a raczej na przewianie chmur. Niestety szybko okazuję się , że tym razem nie będzie nam dane obserwować pięknego widoku ze szczytu: dostajemy wiadomość od siostry, że w
Murowańcu już pada i nic nie widać.Postanawiają nie czekać na nas i schodzić już do Kuźnic. My również zawiedzeni postanawiamy schodzić. Już na samym dojściu do Karbu (1853 m.n.p.pm.) zaczyna nieśmiało kropić deszcz. Schodzimy łagodniejszą ścieżką (dalej bardzo mocno odczuwam ból w kolanie) w kierunku Zielonego Stawu i tam dopada nas solidny deszcz. Już bez żadnego przystanku idziemy do Kuźnic przez Kopę. Przechodząc już koło Murowańca jesteśmy całkowicie zmoczeni i zziębnięci : kurtki z GoreTexu się sprawdziły, natomiast buty są już przemoczone od środka ( woda z naszych spodnie bezczelnie ścieka do nich). Schodzimy w milczeniu i pośpiechu. Góry toczą się swoimi prawami...

10.08.2010 SARNIA SKAŁKA

Początkowo zakładaliśmy na dzień dzisiejszy zdobycie Rysów, jednak wczorajszy deszcz troszkę nam pokrzyżował plany. Postanowiliśmy się wyspać i dzisiejszy dzień poświęcić na relax z dziećmi. Nie spiesząc się do doliny Białego dochodzimy koło godziny 12,00. Powoli dochodzimy do ścieżki pod reglami skąd na Sarnią Skałkę (1377 m.n.p.m.). Pierwszy szczyt dzieciaków na tym wyjeździe, granica wysokości pokonana: ich najwyższy szczyt. Jesteśmy bardzo dumni z tych małych szkrabów. Odpoczywamy i podziwiamy Giewont, który jest jak na wyciągnięcie ręki. Pogoda jak na złość dzisiaj dopisuje. Szybko schodzimy do doliny Strążyskiej. Kamienie są bardzo śliskie i mokre od wczorajszego deszczu, tak że zaczynamy tęsknić za naszymi górskimi butami. Adidasy ewidentnie nie są wygodne nawet na krótkie i " niskie" wycieczki!!! Wieczorem kolacja i piwko w zakopiańskiej knajpce z cała brygadą.


11.08.2010 RYSY


Wstajemy wcześnie rano ( przynajmniej tak nam się wydaje). Nawet szybko udaje nam się złapać bus do Morskiego Oka, jednak po drodze czeka nas niemiła niespodzianka. Nagle zaczyna pojawiać się dym z tylnych krzeseł, czuć swąd spalonego sprzęgła, ktoś krzyczy do kierowcy "Pali się!", stajemy i zaczyna się panika bo każdy chce wysiąść pierwszy z "super busa". Dalej już nie jedziemy...Nie wróży to dobrze dzisiejszej wycieczce. Na szczęście pusty bus wraca z M.O., zawraca i zabiera nas do upragnionego celu. Postanawiamy oszczędzić trochę siły na podchodzeniu asfaltem i wybieramy wersję bardziej leniwą z bryczką (40 zł od osoby). Po półtorej godzinie jesteśmy nad Morskim Okiem,
skąd szybko mijamy tysiące turystów i ruszamy nad mniej oblegany Czarny Staw (11,00). Kilka fotek, jedzenie i ruszamy dalej. Idzie się dość przyjemnie, pogoda nam dopisuje tylko troszkę za dużo ludzi się kręci. Nie pozwala to nam na prawdziwe poznanie piękna Tatr. Od Buli pod Rysami robi się jeszcze gorzej: przerażeni turyści kurczowo trzymający się łańcuchów i nie rozumiejących nas- prawdziwych turystów omijających te kilkuminutowe korki bocznymi skałami. Na ich twarzach widaćość, zazdrość i niezrozumienie, a na nogach o zgrozo ADIDASY. Mija nas dziewczyna schodząca w dół bez jednego buta i z jednym adidasem - "Czy Ci ludzie wogle myślą?" - pojawia się pytanie w naszych głowach. Nic dziwnego, że zdarza się tyle wypadków skoro większość turystów jest " taka odpowiedzialna". Po utrapieniach i złośliwych spojrzeniach docieramy o godzinie 13,50 na upragniony szczyt: RYSY (2499 M.N.P.PM.). Niestety i tutaj dosięgły nas chmury: widok na stronę polską jest przykryty chmurami , natomiast na słowackie Tatry rozpościera się piękny widok. W końcu i nasze góry się odsłaniają. Pijemy herbatkę z nowego termosu (prezent od Taty:), jemy kanapki i delektujemy się przepięknym widokiem (wśród setek zdobywców). Zejście zapowiada się niestety mało atrakcyjnie: już na samym szczycie czeka na nas 15 minutowy korek do zejścia. Cierpliwe czekamy i idziemy potulnie wśród adidasowej stonki. Co jakiś czas przepuszczamy jeszcze idących do góry, bo nikt z naszych poprzedników jakoś na to nie wpadł. Te gigantyczne korki naprawdę psują piękno gór. Schodzimy do Czarnego Stawu, gdzie czeka na nas Asia. Kilka fotek i ruszamy na dół - chcąc dogonić resztę naszej wycieczki. Ponieważ jest to najwyższy wspólnie zdobyty szczyt postanawiamy uczcić to browarkiem zakupionym w schronisku. Schodzimy i wspominamy z siostrą cudowne dzieciństwo i chwile spędzone właśnie w naszych Tatrach, niesamowite szczyty i wycieczki zdobywany z naszym kochanym tatą. Też byśmy tak chcieli wspólnie z Piotrkiem pokazywać piękno gór naszym szkrabom....


12.08.2010 ODPOCZYNEK :)
Dzisiaj podziwiamy jedynie widoki z Gubałówki.

13.08.2010 ŚWINICA


Ostatni dzień zapowiada się niezbyt dobrze. Wszystkie prognozy p
ogody wskazują tylko na jedno: deszcz. Mimo wszystko nie poddajemy się, wstajemy o 5,00 i ruszamy na podbój Świnicy w zwiększonym składzie: do naszej dwójki dołącza Asia. Do Kuźnic docieramy przed 7,00 rano i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu już ustawiają się kolejki na kolejkę na Kasprowy Wierch - "prawdziwi turyści"!!! Pogoda wyjątkowo nam dopisuje: wręcz jest gorąco, co nas bardzo cieszy zważywszy na zapowiadaną pogodę. Na Świnicę (2301 m.n.p.pm.) docieramy bez większych przeszkód o godzinie 11,45. Widoki są przepiękne:) Dolina Pięciu Stawów, w oddali Krywań, Kościelec, Kozi.... normalnie cudowanie. Aż nie chce się stąd schodzić. Długo delektujemy się przecudownymi widokami niestety czas nieubłaganie płynie i trzeba schodzić. Postanawiamy iść przez Liliowe turnie aż do Kasprowego Wierchu skąd zejść przez Myślenicką Turnie. Dzisiejszy dzień zaliczamy do niezwykle udanych: pogoda przepiękna, widoki niesamowite tylko nasza opalenizna za bardzo czerwona...
14.08.2010 POWRÓT Tym razem ku naszej wielkiej radości wracamy do Wrocławia samochodem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz