poniedziałek, 21 czerwca 2010

25 marzec : Kościół Św. Piotra w okowach, Santa Maria Maggiore, Plazza de la Republica, powrót

Ostatni poranek w Rzymie. Pakujemy się... trochę nam smutno, że nasza wycieczka dobiega końca a z drugiej strony stęskniliśmy się już za naszym domkiem. Tym razem nasze zwiedzanie odbywa się z walizkami, co czyni zwiedzanie trochę męczącym.
Zaczynamy od Bazyliki św. Piotra w Okowach. Jest to stosunkowo nieduży kościół ze słynnym posągiem Mojżesza dłuta Michała Anioła. Tutaj znajdują się łańcuchy, którymi prawdopodobnie był skuty św. Piotr w lochach Więzienia Mamertyńskiego i to właśnie ze względu na te łańcuchy został wybudowany kościół. Jednak turystów przyciąga przede wszystkim wspomniany już grobowiec papieża Juliusza II z groźnym, brodatym Mojżeszem. Początkowo artysta planował wzniesienie ogromnego pomnika z 40 posągami, jednak w efekcie jest to prosta fasada z 6-oma niszami na rzeźby.

Zachwyceni przepięknym i ogromnym posągiem udajemy się dalej do Bazyliki Matki Bożej Większej. Spośród wszystkich kościołów w Rzymie szczyci się najlepszym połączeniem różnych stylów, elementy średniowiecza, renesansu i baroku są tutaj idelanie wkomponowane. Warto zwrócić uwagę na wspaniałe mozaiki: " Opowieści ze Starego Testamentu; (V wiek) w nawie, sceny z "Wczesnego życia Chrystusa" na łuku triumfalnym oraz mozaika na absydzie przedstawiająca "Koronację Dziewicy" autorstwa Jacopo Torritiego (1295). Z bazyliką związana jest pewna legenda o śniegu. W 352 r ówczesny papież Liberiusz miał sen, w którym Matka Boska poleciła mu zbudować kościół w miejscu, gdzie spadnie śnieg. Papież postanowił spełnić prośbę, kiedy to 5 sierpnia w w środku upalnego lata na Eskwilinie pojawiły się płatki śniegu. Wydarzenie to jest celebrowane podczas dorocznych mszy świętych poprzez sypanie białych płatków kwiatów ze sklepienia kościoła. My szczególną uwagę zwróciliśmy na przepiękny baldachim dzieła Ferdinanda Fugi oraz przepiękną mozaikę z "Koronacją Marii Dziewicy".


Ostatnim naszym miejscem zwiedzania jest piazza de la Repubblica. To miejsce wyobrażaliśmy sobie nieco inaczej, zamknięty dla samochodów ogromny plac a tutaj spotyka nas rozczarowanie, centralne miejsce fontanna jest jednocześnie centrum ronda:) Fontanna delle Naidi przedstawia nagie brązowe nimfy dłuta Maria Ruttelego, to właśnie ich nagość wywołała skandal 1901 r kiedy to odsłonięto fontannę.
Udajemy się jeszcze do pobliskiego kościoła Santa Maria degli Angeli potem jeszcze do knajpki w okolicach Termini aby po raz ostatni skosztować włoską pizzę, a następnie na dworzec autobusowy szukać transportu do Ciampino. Okazało się jednak, że bilet powrotny jest o całe 2 euro droższy niż się spodziewaliśmy, więc po krótkiej dyskusji w celu zredukowania kosztów postanawiamy poszukać alternatywnego sposobu dotarcia na lotnisko(jak się później okazało ta decyzja nie należała do trafnych:)). Pada na metro z przesiadką na autobus, a wszystko to za 1 euro. Kupujemy więc bilet wsiadamy do metra, wysiadamy na końcowej stacji Anagina, przesiadamy się do autobusu i... w tym momencie zaczynamy się trochę niepokoić ponieważ na rozkładzie jazdy nie zauważamy uwzględnionego lotniska Ciampino, no ale cóż wsiadamy . Po chwili okazuje się, że kierunek jazdy był dobry ponieważ po pierwsze widzimy lądujące samoloty a podrugie naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem Ciampino, wysiadamy więc na pierwszym lepszym przystanku sądząc, że do lotniska nie może być daleko(myliliśmy się i to grubo). Obieramy kierunek marszu na podstawie drogowskazów i zaczynamy spacer w palącym słońcu (w dzień wyjazdu grzało niemiłosiernie) w stronę lotniska. Po drodze mijamy policjanta, pytamy tylko dla pewności czy idziemy w dobrym kierunku, stróż prawa nie mówił jednak po angielsku ale z gestów jakie wykonywał wywnioskowaliśmy, że z bezpośrednim dojściem na lotnisko możemy mieć problem. Wzbudziło to nasz lekki niepokój ale w tym momencie nie pozostało nam nic innego jak maszerować dalej, po kilkudziesieciu minutach ukazuje nam się ku naszej radości lotnisko, gdzieś w oddali widzimy terminal i w tym samym momencie kończy nam się chodnik...policjant miał rację. Uznajemy, że nie będziemy szli drogą szybkiego ruchu tylko zawrócimy przejedziemy ponownie miasteczkiem i dojdziemy na lotnisko od drugiej strony. Idziemy więc przez miasteczko coraz bardziej zdenerwowani upływającym czasem i odległością jaka nam jescze pozostawała do lotniska. Idziemy i... w pewnym momencie znowu kończy nam się chodnik a Terminal okazuje się być jeszcze dalej, nie ma jednak czasu na powrót miasteczkiem. Kontynuujemy nasz marsz uliczką z drugiej strony lotniska, która doprowadziła nas do tego czego obawialiśmy się wcześniej czyli dwupasmowej drogi szybkiego ruchu ale jak już wspomniałem wcześniej nie mieliśmy już czasu na powrót, który i tak byłby bezsensowny więc weszliśmy na tą dwupasmówkę i przy akompaniamencie klaksonów przejeżdżających kierowców brnęliśmy konsekwentnie w stronę lotniska, po kilkunastu minutach dotarliśmy nareszcie do wjazdu na lotnisko. Co prawda włoscy policjanci i ochroniarze lotniska dziwnie się nam przyglądali ale nie przejmowaliśmy się tym bardzo, najważniejsze było dla nas, że na czas dotarliśmy na samolot. Szybka wizyta w sklepie, odprawa i z niecierpliwością oczekujemy samolotu powrotnego do Polski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz