Zaczynamy od Bazyliki św. Piotra w Okowach. Jest to stosunkowo nieduży kościół ze słynnym posągiem Mojżesza dłuta Michała Anioła. Tutaj znajdują się łańcuchy, którymi prawdopodobnie był skuty św. Piotr w lochach Więzienia Mamertyńskiego i to właśnie ze względu na te łańcuchy został wybudowany kościół. Jednak turystów przyciąga przede wszystkim wspomniany już grobowiec papieża Juliusza II z groźnym, brodatym Mojżeszem. Początkowo artysta planował wzniesienie ogromnego pomnika z 40 posągami, jednak w efekcie jest to prosta fasada z 6-oma niszami na rzeźby.
Zachwyceni przepięknym i ogromnym posągiem udajemy się
Ostatnim naszym miejscem zwiedzania jest piazza de la Repubblica. To miejsce wyobrażaliśmy sobie nieco inaczej, zamknięty dla samochodów ogromny plac a tutaj spotyka nas rozczarowanie, centralne miejsce fontanna jest jednocześnie centrum ronda:) Fontanna delle Naidi przedstawia nagie brązowe nimfy dłuta Maria Ruttelego, to właśnie ich nagość wywołała skandal 1901 r kiedy to odsłonięto fontannę.
Udajemy się jeszcze do pobliskiego kościoła Santa Maria degli Angeli potem jeszcze do knajpki w okolicach Termini aby po raz ostatni skosztować włoską pizzę, a następnie na dworzec autobusowy szukać transportu do Ciampino. Okazało się jednak, że bilet powrotny jest o całe 2 euro droższy niż się spodziewaliśmy, więc po krótkiej dyskusji w celu zredukowania kosztów postanawiamy poszukać alternatywnego sposobu dotarcia na lotnisko(jak się później okazało ta decyzja nie należała do trafnych:)). Pada na metro z przesiadką na autobus, a wszystko to za 1 euro. Kupujemy więc bilet wsiadamy do metra, wysiadamy na końcowej stacji Anagina, przesiadamy się do autobusu i... w tym momencie zaczynamy się trochę niepokoić ponieważ na rozkładzie jazdy nie zauważamy uwzględnionego lotniska Ciampino, no ale cóż wsiadamy . Po chwili okazuje się, że kierunek jazdy był dobry ponieważ po pierwsze widzimy lądujące samoloty a podrugie naszym oczom ukazuje się tabliczka z napisem Ciampino, wysiadamy więc na pierwszym lepszym przystanku sądząc, że do lotniska nie może być daleko(myliliśmy się i to grubo). Obieramy kierunek marszu na podstawie drogowskazów i zaczynamy spacer w palącym słońcu (w dzień wyjazdu grzało niemiłosiernie) w stronę lotniska. Po drodze mijamy policjanta, pytamy tylko dla pewności czy idziemy w dobrym kierunku, stróż prawa nie mówił jednak po angielsku ale z gestów jakie wykonywał wywnioskowaliśmy, że z bezpośrednim dojściem na lotnisko możemy mieć problem. Wzbudziło to nasz lekki niepokój ale w tym momencie nie pozostało nam nic innego jak maszerować dalej, po kilkudziesieciu minutach ukazuje nam się ku naszej radości lotnisko, gdzieś w oddali widzimy terminal i w tym samym momencie kończy nam się chodnik...policjant miał rację. Uznajemy, że nie będziemy szli drogą szybkiego ruchu tylko zawrócimy przejedziemy ponownie miasteczkiem i dojdziemy na lotnisko od drugiej strony. Idziemy więc przez miasteczko coraz bardziej zdenerwowani upływającym czasem i odległością jaka nam jescze pozostawała do lotniska. Idziemy i... w pewnym momencie znowu kończy nam się chodnik a Terminal okazuje się być jeszcze dalej, nie ma jednak czasu na powrót miasteczkiem. Kontynuujemy nasz marsz uliczką z drugiej strony lotniska, która doprowadziła nas do tego czego obawialiśmy się wcześniej czyli dwupasmowej drogi szybkiego ruchu ale jak już wspomniałem wcześniej nie mieliśmy już czasu na powrót, który i tak byłby bezsensowny więc weszliśmy na tą dwupasmówkę i przy akompaniamencie klaksonów przejeżdżających kierowców brnęliśmy konsekwentnie w stronę lotniska, po kilkunastu minutach dotarliśmy nareszcie do wjazdu na lotnisko. Co prawda włoscy policjanci i ochroniarze lotniska dziwnie się nam przyglądali ale nie przejmowaliśmy się tym bardzo, najważniejsze było dla nas, że na czas dotarliśmy na samolot. Szybka wizyta w sklepie, odprawa i z niecierpliwością oczekujemy samolotu powrotnego do Polski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz